sobota, 31 grudnia 2016

OMG!

Nie rozdział niestety, nie wiem kiedy takowy się pojawi, na razie mam dość długą przerwę, wybaczcie, ale teraz jestem tutaj, żeby poświętować... Sylwester? To też, ale właśnie dwa lata temu Project X został założony! Wooooaaah! Dziękuję Wam za ponad 15 tysięcy wyświetleń! Kocham Was tak mocno i życzę Wam misie świetnej zabawy na sylwestra, przy okazji módlcie się, żeby mój dom przeżył. Kolejny raz łamię najważniejszą zasadę domówek... NIE ORGANIZUJ ICH U SIEBIE. Kocham Was i do napisania! <3
A tu macie chłopców:



Love ya! Yours Bookie G xx

czwartek, 4 sierpnia 2016

Chapter 64

Zayn poczuł, że ktoś go przytula. W pierwszej chwili przeraził się myśląc, że to Antonio... Jednak te ręce były za chude, żeby mogły należeć do Hiszpana. Odwrócił się powoli i zobaczył Zaah, która wcisnęła się pomiędzy nich. Uśmiechnął się i pogłaskał siostrę po głowie. Ona tylko coś mruknęła i przekręciła się w stronę Tonia, którego objęła swoimi drobnymi rączkami.
- Zeeen pedale odwaaal się - usłyszał mruknięcie.
- Ale to nie ja!
Monteaguiero odwrócił się do niego. Faktycznie, Turek go nie przytulał. Zjechał wzrokiem niżej i zobaczył małą dziewczynkę, która spała przytulona do jego klatki piersiowej. Uśmiechnął się, widząc ją i starał nie ruszać, żeby jej nie obudzić.
- Ona mogłaby być moją córką...- powiedział cicho.
Dziewczynka tylko coś mruknęła i mocniej wtuliła się w Hiszpana, zaśmiał się i lekko ją pogłaskał.


Louis obudził się po kolejnej nocy obok Astrid. Dziewczyna spała bez ubrań, przykryta tylko kołdrą. Odgarnął jej włosy z twarzy, gdy spała wyglądała jak istny anioł... Niewiele myśląc pocałował ją w czoło. Wygrzebał się z pościeli i schylił do walizki po ubrania. Wyciągnął czyste bokserki, czarne jeansy i zwykłą białą koszulkę.
- Gdzie idzieeesz?- spytała cicho.
- Pod prysznic - oznajmił, sięgając po kosmetyczkę.
- Idę z tobą - ziewnęła i usiadła na łóżku.
Kąciki jego ust powędrowały ku górze, dziewczyna tylko wstała i podeszła do swojego bagażu, z którego wyciągnęła czystą bieliznę, krótkie białe spodenki i aktualnie wybierała to co założy na górę.
- Czekaaaj - rzucił Lou i wyjął za swojej torby czarną bluzkę z logiem zespołu Black Sabbath.
Astrid uniosła brwi, a on tylko posłał jej szeroki uśmiech. Wzruszyła ramionami i wzięła od niego ubranie. Wyprostowała się i ruszyła w stronę łazienki. Tomlinson tylko podreptał za nią.


Tella zasnęła na swoim chłopaku. Nowak patrzył się na nią i delikatnie jeździł kciukiem po jej policzku. Była taka piękna... Nie zasługiwała na to co się wczoraj stało. Jak on nienawidził swojej matki. Westchnął cicho, a dziewczyna tylko coś mruknęła i przekręciła się tak, że ucho miała w miejscu, gdzie znajdowało się jego serce. Uśmiechnęła się przez sen, słysząc spokojne bicie. Ktoś wszedł do salonu. Piotr odwrócił głowę w stronę wejścia, gdzie zobaczył babcię. Kobieta posłała mu ciepły uśmiech.
- Dzień dobry kochanieńki.
- Dzień dobry - powiedział cicho, żeby nie obudzić Telly.   
- Wstajecie już czy jeszcze chcecie pospać?- spytała.
- A która godzina?
- Ósma piętnaście.
- To jeszcze pośpimy - szepnął.
Pani Chorążewicz kiwnęła głową i wyszła z pomieszczenia, zabierając kilka talerzy z kredensu. On tylko objął Johnson, trzymał ją mocno, żeby nie spadła. Nie chciał, żeby znowu z samego rana przywitała się z podłogą.



Jasmine usiadła przy stole, który był zarezerwowany dla ich grupy. Zdała sobie sprawę z tego, że nikt nie zauważył tego, że się pojawiła. Wszyscy patrzyli się na telewizor, więc ona również spojrzała w tamtą stronę. Akurat włączony był jakiś kanał informacyjny i leciały wiadomości po angielsku. Widziała palące się ulice Istambułu.
- DO CHUJA PANA KURWA JEGO PIERDOLONA MAĆ! - wykrzyknął Aaron, zrywając się ze swojego miejsca.
- Arnie? - szepnął Chris.
- Frazier... nie denerwuj się - mruknął Peter i sprawił, że chłopak znowu usiadł.
- JA PIERDOLĘ - agent przywalił głową w stół.
- O kurwa... - rzucił Brian, który połączył ze sobą wszystkie fakty.
- Wyjaśni mi ktoooś, o co chodzi? - spytał Chris, który nie rozumiał sytuacji. 
- KURWA MAĆ! - wykrzyknął McKinnley i uderzył pięścią w stół.
- Chłopaki... - powiedział Peter ostrzegawczo.
- Hopkins - syknął Victor.
Na stołówce panowała bardzo napięta atmosfera, która bardzo źle działała na biednego Louisa.
- MIELIŚMY NAJNIEBEZPIECZNIEJSZEGO GANGSTERA NA CAŁYM ŚWIECIE POD SAMYM NOSEM I SIĘ NIE ZORIENTOWALIŚMY! - wyrzucili z siebie jednocześnie Brian i Frazier.
- Teraz nie możecie nic z tym zrobić, bo ten człowiek jest chroniony naszym prawem kurwa jego jebana mać! - oznajmił Peter.
- WŁAŚNIE WIEMYYYYYYY!
- JAK? - fuknął Aaron. - JAKIM PRAWEM MY GO NIE ODKRYLIŚMY?! - zbulwersował się.
- Był najlepszy. Miał swoje sposoby kurwa - westchnął Bri.


Tella przeciągnęła się i ziewnęła. Powoli otworzyła oczy... Brodę oparła na klatce piersiowej Piotrka i gapiła się na niego swoimi brązowymi oczami.
- Hej kochanie - uśmiechnęła się do niego.
- Cześć słońce - lekko zmrużył oczy, kiedy na jego twarzy pojawił się najpiękniejszy uśmiech jaki istniał na świecie.
- Wiesz co? Śniiiiłeś mi się - rzuciła.
- I co robiłem w twoim śnie? - spytał.
- Byłeś. Szczęśliwy, uśmiechnięty... Stałeś na jakiejś plaży i trzymałeś kogoś za rękę - zaśmiała się.
- Kogo?
- Nie mam pojęcia - wzruszyła ramionami.- Znaczy no to był taki uroczy mały chłopiec - dodała.

Powoli się z niego zsunęła. Stanęła na podłodze, poprawiła swoje spodenki i sportowy stanik, po czym ruszyła do walizki. Wyciągnęła z niej ubranie na dzisiejszy dzień, a raczej jego część.
- Misiu? - odwróciła się do niego.
- Hm? - uniósł brwi.
- Dasz mi jakąś koszulkę? - wyszczerzyła się.
Wstał z kanapy i ruszył w jej stronę. Schylił się do swojej torby.
- Jakieś preferencje? - popatrzył na dziewczynę.
- Żeby była twojaaa.


- Louis? Jesteś strasznie blady...- zauważyła Jasmine.
Wszystkie spojrzenia skierowały się na Tomlnisona, który naprawdę nie wyglądał najlepiej.
- Niech mu ktoś da wody - rzuciła dziewczyna.
- Nie chcę wody... - powiedział tak cicho, że prawie nikt go nie usłyszał. 
Zaczął bujać się na krześle... Jak małe dziecko, które bało się konsekfencji jednego ze swoich czynów.
- Gdzie jest Tella? - spytał po chwili, przenosząc przerażone spojrzenie na Jas.
- Telly jest we Wrocławiu - oznajmił Niall.
Hiszpan zbladł jeszcze bardziej. 
- Zayn... - zaczął, jednak głos mu się załamał.
- Zayn co? - burknął Brian.
- Ci dwaj to jedni z najbardziej poszukiwanych ludzi naświecie! - prychnął Aaron.
- LOUIS DO CHOLERY MÓW CO WIESZ! - krzyknęli obydwaj.
On tylko odsunął się od nich i pokręcił głową. Bał się, że straci przyjaciela, chciał go chronić jak tylko mógł...
- Zrobicie mu krzywdę... - szepnął.
- Nie zrobimy mu krzywdy - powiedział spokojnie Aiden.
- Po prostu po kilku latach w końcu wsadzimy do pierdla - fuknął Aaron.
- Zamknijcie się wszyscy!- dyskusję uciął Peter.- Czy nam się to podoba czy nie, są teraz kurwa chronieni. Prawem. Nietykalni. Czysta karta, jakby nigdy nic nie zrobili. Jak pierdolony program ochrony świadków i inne tego typu gówno. Takie są zasady, tak? Tak.
-Jeden z nich jest chroniony... - poprawił go Frazier.
Tomlinson zbladł jeszcze bardziej jeżeli to w ogóle było możliwe i zaczął cicho płakać... Wstał z krzesła i wybiegł ze stołówki.


Aria weszła do mieszkania w NY po kolejnej zmianie w pracy. Mimo, że nie chciała, żeby pozostali ludzie z projektu wracali, marzyła o tym, żeby upokorzyć Briana i Tellę. 
Zaśmiała się cicho i wzięła jogurt z lodówki. jej przyjaciółka siedziała z jej kotką na kanapie.
Włoszka tylko podle się uśmiechnęła, kolejny raz widząc zdjęcie McKinnleya, które wisiało na ścianie w agencji towarzyskiej. Miała na niego haka, a na Nowaka w sumie nie miała nic, ale i tak wiedziała, że odbije go Johnson za wszelką cenę...


Louis siedział na plaży i aktualnie miał dość wszystkiego. Ktoś usiadł obok niego. Chcąc nie chcąc odwrócił się i zobaczył Liama.
- Czegoś chcesz? - mruknął, ocierając łzy.
- Powiedzieć ci, że nic im nie będzie. Są chronieni - oznajmił.- Mają czystą kartę stary, nikt im nic nie zrobi - poklepał go po plecach.
Tomlinson wypuścił tylko głośno powietrze z płuc. 
- Chciałbym zobaczyć Zayna... - szepnął.
- Zobaczycie się niedługo - kiwnął głową Payne.- A teraz chodź, wracamy. Zimno jest i chyba zaraz zacznie padać - zmarszczył brwi, patrząc na niebo.
Hiszpan tylko powoli podniósł się z piasku i ruszył za Niemcem w stronę pensjonatu. 

************************************

Wpadajcie do Kvalenau: http://s-c-s-a-specjalni.blogspot.com/
Jeśli czekacie na wyjaśnienia dlaczego nie było rozdziału tak długo, to powiem Wam, że się nie doczekacie. Po prostu nie było, bo nie było i tyle. Tłumaczyć sie nie będę.
Koniec, dziękuję. Dobranoc.
Yours. Bookie G.

sobota, 26 marca 2016

Chapter 63

Edan weszła do kuchni gdzie siedziała Afraah. Zauważyła w dłoniach matki różaniec. Zmarszczyła brwi. Wiedziała, że była katoliczką, ale... Nigdy nie widziała, żeby się modliła. Łzy spływały po jej policzkach. Nastolatka przechyliła głowę.
- Co się stało?- spojrzała na kobietę.
- Martwię się o swoje dziecko Eddie...- szepnęła.
- Martwisz się o tego śmiecia?- prychnęła.- Nie wierzę.
- Jest twoim bratem...
- ON NIE ZASŁUGUJE NA TO, ŻEBY ŻYĆ. ZOSTAWIŁ NAS ROZUMIESZ? SPROWADZIŁ NA NAS KŁOPOTY. CAŁE JEGO ŻYCIE TO FAŁSZYWE OBIETNICE - warknęła.
- Nie mów tak Edan...- pokręciła głową czarnowłosa.
- NIE MÓW TAK? OBIECAŁ, ŻE WRÓCI? WRÓCIŁ? NIE. ODSZEDŁ. ZOSTAWIŁ CIĘ, NAS. POWIEDZIAŁ, ŻE SIĘ ZMIENIŁ, A TERAZ DO CHOLERY GDZIE JEST?! NO GDZIE?!- dziewczyna nigdy chyba nie była aż tak wściekła.
- EDAN ON WŁAŚNIE Z TYM KOŃCZY - wykrzyknęła jej rodzicielka.- Chce nas chronić i właśnie naraża swoje życie.
- Niby co robi?- syknęła piętnastolatka.
- Rozbija gang razem z Antoniem, po to, żebyśmy były bezpieczne...
Dziewczynę zamurowało. Wiedziała, że matka mówi szczerze. Słowa, które wypowiedziała odbijały się echem w jej głowie.
- On może zginąć... Dla nas?- zmarszczyła brwi.
- Dokładnie - kolejne łzy spłynęły po policzku starszej kobiety.- I dlatego, że chce z tym skończyć...
Nastolatka nie powiedziała już nic. Poczuła po prostu jak łzy zaczynają spływać po jej twarzy...


Cały plac stał w ogniu... Domy, auta, drzewa, meczet... Wszystko. Ogień rozprzestrzeniał się i skakał z jednego budynku na drugi, zostali uwięzieni w wielkim płonącym kręgu...
- Malik - usłyszał.
Zayn zacisnął rękę na pistolecie i odwrócił się powoli. Wypuścił powietrze z płuc i spojrzał na faceta.
- Zaher...- warknął. 
Aktualnie stał się jego celem. Pistolet mężczyzny był wymierzony prosto w jego głowę. A szło tak świetnie...
- Nieładnie jest zostawiać przyjaciół - syknął gangster.
- Nigdy nie byłeś moim przyjacielem - oznajmił Zen.
- Czyżby? Kiedy byłeś z nami, nie odstępowałeś mnie ani na chwilę - prychnął.
- Nie wypominaj mi błędu.
- Nie Javadd. Błędem jest to, co robisz teraz... Albo jesteś z nami, albo przeciw nam - rzucił wściekły Turek.
- W takim razie strzelaj, bo nigdy do was nie wrócę - pokręcił głową Malik.
Usłyszał przeładowanie broni. Czekał na strzał, ale pistolet jego wroga po prostu odleciał do góry.
Rozejrzał się i zobaczył Antonio. Ręce mu się paliły, a oczy w ciemnościach świeciły na czerwono. Miał rozerwany tanktop i zakurzone spodnie. Odrzucił pistolet Zahera gdzieś w płomienie i podszedł do mężczyzn. Z każdym kolejnym krokiem Hiszpana, Razaar czuł wzrastającą temperaturę. 
Zayn wykorzystał chwilę nieuwagi, żeby powalić go na ziemię i sprawić, żeby stracił przytomność. Usłyszał policję. Podniósł wzrok na Monteaguiero.
- Spadamy - kiwnął głową i wbiegli w jedną z wąskich uliczek.
Przeskoczyli nad wysokim płotem i wybiegli na główną ulicę. Teraz tylko musieli dotrzeć do mieszkania... I będą bezpieczni.



Piotrek siedział na fotelu w samolocie i czytał artykuł o tym, jak mógłby się odwdzięczyć Telly, na swoim telefonie. Chciał jej zrobić niespodziankę...
- Co robiiiisz?- dziewczyna usiadła obok niego i chciała mu zajrzeć przez ramię.
Chłopak jednak szybko przełączył strony i otworzyło mu się okno z programowaniem łazików kosmicznych.
- Serio? Wolisz gapić się na to niż ze mną porozmawiać?- mruknęła.
- Ummmmmmmmmmm...
- Ehh... Dobraaa... Napiłabym się czegoś...- rzuciła.
- Picie w barku - oznajmił i wrócił do czytania pierwszej rzeczy.
- Piotrek!- krzyknęła z wyrzutem.
- Co?- spojrzał na nią wystraszony tym, że uniosła głos.
Dziewczyna tylko pokazała na komórkę.
- Noooo telefon...- przeciągnął.
- No telefon - ucięła.- Czuję się ignorowanaaa...
- Słońce...
- Piotruuuuuś noooo - jęknęła.
- Tylko doczytam, proszę...- popatrzył na nią.
- Pfff... Informatycy - wywróciła oczami.
- Też cię kocham skarbie - posłał jej całusa.
- Bo ja ci zaraz zacznę czytać o długopisach - prychnęła.
- NO JUŻ KOŃCZĘ KOCHANIEEEE...
- PIOTR.
- SŁONECZKO PROSZĘ.
Tella tylko mruknęła coś niezadowolona pod nosem. Wpadła na świetny pomysł, żeby zabrać mu telefon. Uśmiechnęła się sama do siebie i zakradła do niego. Jednak jego pierdolona szybkość dała mu przewagę. Była ręka i puf. Nie ma ręki.
- Bo pomyślę, że mnie zdradzasz, tak się szczerzysz do tego ekranu!- powiedziała z wyrzutem.
- Słońce. Czytam o programowaniu łazików kosmicznych.
- To dlaczego nie pokażesz mi telefonu?
- Bo kto by chciał czytać o programowaniu łazików kosmicznych?
- Serio mam wrażenie, że mnie zdradzasz...- jęknęła.
- Tak skarbie, z łazikiem kosmicznym.
- DOKŁADNIE!- wyrzuciła ręce w powietrze. 
Chłopak zablokował i schował telefon do kieszeni.
- No już słońce, skończyłem - spojrzał na nią.
- A wal się - prychnęła.
Piotrek uniósł brwi i na nią spojrzał.
- Żartowałam... Weź mnie przytul cooo?
- A wal się - powiedział jej tonem.
- Ja wcale tak nie mówię!- wykrzyknęła.
- Mówisz!- rzucił cały czas ją naśladując i gestykulując rękami.
- Hmpfff - mruknęła.
Wstała i usiadła mu na kolanach. Popatrzyła mu w oczy i lekko się uśmiechnęła.
- Jestem zołzą...
- Jesteś zołzą.
- Ale cię kocham - dodała, a on tylko uniósł brwi.- Bardzoooooo - dodała, a on się uśmiechnął.- I czasami się zastanawiam jak to możliwe, że taki ktoś jak ty pokochał takie coś jak ja...
Nowak przestał się uśmiechać i na nią popatrzył. Tells tylko wstała z jego kolan i cicho westchnęła. Znowu zaczęła myśleć o spotkaniu jego rodziców.
- Tella...- brak odpowiedzi.- Telly...- zero reakcji.- Słoneczko...
- Nie chcę cię stracić... Ja tego nie przeżyję - odwróciła się do niego, widać było, że przeżywa wewnętrzną załamkę.
- Tella, o czym ty mówisz?- popatrzył na nią.
- Moi dziadkowie to bliscy emerytury lekarz i pielęgniarka. Ja nawet nie jestem z jakiejś wysoko postawionej rodziny. Może twoi rodzice woleliby synową z wyższych sfer? Jak im się nie spodobam? Zabronią ci się ze mną spotykać?- ledwo wydusiła z siebie ostatnie słowa.
- Telly... Słońce, nie musisz się nimi...- zaczął.
- Wiesz, że i tak będę!- przerwała mu.
Zapanowała cisza...
- Naprawdę się o to boję...- szepnęła.
- Nie bój się. Nawet jeśli to zrobią... Jestem dorosły. Nie muszę się ich słuchać.
- Nie chcę ci nic zepsuć... Twoich relacji z rodzicami tym bardziej...
- Moich relacji z rodzicami nie da się już bardziej zepsuć, uwierz mi. Ostatni raz jak widziałem matkę, rzuciłem na nią dość przykre zaklęcie - odparł.
Spojrzała na niego ze smutkiem...
- Telllllaaaaaaaaaaa
- No cooooooo?
- Wszystko będzie w porządku - powiedział.
Dziewczyna tylko ciężko westchnęła, a on wstał i powoli ruszył w jej stronę. Popatrzyła na niego, tymi smutnymi, brązowymi oczyma.
- Obiecuję...- dodał.
Mocno go przytuliła. Nie przeżyłaby chyba, gdyby ją zostawił. Był dla niej skarbem, życiem. Tym jedynym, na którego czekała tyle lat... Oczywiście piękny moment przerwał kapitan... Podchodzili już do lądowania. Usiedli na fotelach i zapięli pasy...
- Najlepsze jest to...- zaczęła, kiedy już się uspokoiła.
- Hmmm?- odgarnął jej włosy z twarzy i lekko się uśmiechnął.
- Że nigdy nie byłam we Wrocławiu...
- Spodooooba ci się...
- Jasne... Powietrze w sam raz do gryzienia?- popatrzyła mu w oczy.
- Chyba ci się Wrocław z Katowicami pomylił - uniósł brwi.
- Wątpię - pokręciła przecząco głową.
- Pójdziemy jutro rano, przed powrotem do Gdańska na spacer to zmienisz zdanie...- pocałował ją w czoło.


Brian stał przed lustrem w łazience i mył zęby. Usłyszał kroki i zobaczył Chrisa. Po chwili poczuł jak łapie go w pasie, przytula i całuje w szyję. Czuł jego oddech na karku. Stali w ciszy, ale nie takiej niezręcznej... Ta była przyjemna i aż chciało się w niej trwać, bez końca.
McKinnley schylił się nad umywalką, żeby wypluć z buzi resztki pasty do zębów. Wypłukał usta i uśmiechnął się do swojego chłopaka.
- Wiesz, że bardzo cię kocham?- przytulił go.
- Ja ciebie też - mruknął Christian, chowając głowę w zagłębieniu w jego szyi.
Ryan spojrzał na niego z góry...
- Coś się stało?- zapytał Beatles.
- Zastanawiam się nad tym czy nie wrócić do agencji...- westchnął czarnowłosy.

Młodszy chłopak poczuł jak przechodzą go dreszcze i tak bał się o niego, gdy pracował na policji, a agencja... Przecież to było jeszcze bardziej niebezpieczne.


Samolot wylądował... Tella poczuła jak ściska jej żołądek... Zaraz stanie twarzą w twarz z rodzicami swojego chłopaka. Bała się... A jak im się nie spodoba? Spojrzała na Nowaka, jednak on cały czas siedział i się nie ruszał.
- Piotrek?- powiedziała po chwili.
- Przepraszam, najwidoczniej się odrobinę zamyśliłem...- powiedział, wstając.
To nie był ten Piotrek. Ktoś musiał go podmienić. To nie był ten sierotowaty i zabawny chłopak, teraz zamienił się w poważnego mężczyznę... Przez chwilę trwali w ciszy... Ona tylko wzruszyła ramionami i się podniosła. Piotr złapał ją za rękę i ruszyli w stronę wyjścia... 


Zayn przebiegł przez ulicę. Zrównał się z Antonio, a po chwili obydwaj wpadli na klatkę schodową i zatrzasnęli drzwi. Cały Istambuł był pogrążony w chaosie, którego oni byli sprawcami... Oparli się o ścianę i zsunęli na ziemię. Dyszeli ciężko ze zmęczenia.
- Udało nam się?- spytał Zayn, patrząc na Hiszpana.
Starszy tylko pokiwał głową. Nie miał siły na to, żeby coś mu odpowiedzieć...
Usłyszeli kroki na schodach. Szybko się podnieśli, gotowi do ewentualnego ataku. Jednak nie zobaczyli policji, ani gangsterów. W świetle lampy na klatce schodowej pojawiła się...
- Edan?- szepnął Zayn.
Dziewczyna płakała. Patrzyła na nich wielkimi oczami. Coś ścisnęło go za serce. Jednak pomyślał, że coś stało się w domu, przecież ona go nienawidziła. Nie mogła płakać z jego powodu...
Zbiegła po schodach, o mały włos nie zabijając się o własne nogi i rzuciła mu się na szyję. Płakała w jego zakurzoną i lekko nadpaloną koszulkę. Położył jej ręce na plecach i trzymał blisko siebie. Przyłożyła ucho tam gdzie znajdowało się jego serce.
- Teraz to ja cię przepraszam...- wydusiła w końcu.
- Nic się nie stało mała...- odpowiedział ze słyszalną ulgą.
Nie wiedział co się stało, że zmieniła zdanie, ale... Odzyskał siostrę i to się teraz liczyło.
- Kocham cię...- przytuliła go jeszcze mocniej, jeśli to w ogóle było możliwe.- Jeju... Ty mogłeś zginąć...- kolejne łzy pojawiły się na jej delikatnej twarzy. 
Antonio patrzył na nich i lekko się uśmiechał. Jednak uroczy rodzinny moment przerwał zbliżający się dźwięk policyjnych syren.
- DO MIESZKANIA - rozkazał Monteaguiero.
Wszystko działo się szybko. Matka coś do nich mówiła, jednak Zayn nie odnalazł się w sytuacji zupełnie. Stał się teraz jak szmaciana lalka. Cały czas odbijał się to od Antonia, to od ściany. Starszy założył koszulę i ściągnął glany, wytrzepał spodnie. Malik tylko stał jak głupi na środku.
- Do szafy!- usłyszał, a po chwili wylądował w meblu.
Słyszał tylko jak ktoś wali w drzwi... To był dla niego szok. Nie wiedział co Antonio robi, ale był mu za to wdzięczny.
- ... Diablo.
... policja. To musiał być ktoś z policji. Rozmowa była wyciszona przez ciężkie i potężne dębowe drzwi, ale gdy usłyszał swój pseudonim... Coś go ścisnęło tam w środku. Serce biło mu tak głośno, że miał wrażenie, że wszyscy je słyszą. Bał się. Naprawdę się bał.
- ... a co do Diablo... Ten człowiek również rozbił ten wasz odwieczny problem, więc uznajcie, że ma czyste konto i zamknijcie sprawę. Coś jeszcze, czy kończymy tą bezsensowną rozmowę?- Tonio, to był Tonio.

W tym momencie poczuł się tak, jakby dwutonowy głaz spadł mu z serca... Naprawdę będzie mu wdzięczny do końca życia...


Przyjęcie trwało już dobrą godzinę. Stała sama ze szklanką wody, niedaleko stołu, ponieważ Piotra zabrał gdzieś ojciec... Nie podobał jej się ten klimat. To była typowa młoda dziewczyna, która żyła koncertami i zabawą. A tutaj... Czuła się jak na stypie i do tego skręcało jej żołądek. Wszędzie chodzili mężczyźni z ułożonymi włosami i w garniturach. Lub kobiety w kokach lub innych pięknych fryzurach w cudownych sukniach. Zerknęła w dół na swoją czerwoną suknię, która leżała na niej cudownie, podobała jej się, Piotrek miał gust jeśli o to chodziło. To w czym tu przyszła kosztowało więcej niż jej studia. Właśnie. Kolejną rzeczą było to, że wszyscy tutaj byli doskonale wykształceni, a ona... Wyleciała na drugim roku. Westchnęła cicho i upiła łyk wody. Poprawiła włosy, które delikatnie opadały jej na ramiona i spojrzała na miejsca, gdzie miała tatuaże. Przykryte grubą warstwą fluidu i pudru na szczęście stały się niewidoczne.
Ktoś do niej podszedł. Uniosła wzrok i zobaczyła średniego wzrostu blondynkę z zielonymi oczami w dopasowanej, czarnej sukience.
- Dobry wieczór - uśmiechnęła się do niej, pokazując swoje proste, białe zęby.
- Hej...- nie miała pojęcia jak się zachować, rozejrzała się w poszukiwaniu chłopaka, ale nigdzie go nie zobaczyła, niech to szlag.
- Nie widziałam cię wcześniej. Raczej nie jesteś właścicielką żadnej firmy, prawda?- spytała.
- Ja?- Tella pokazała na siebie.- Nie, nie...- pokręciła głową.
- To... Z kimś tu przyszłaś?- zainteresowała się dziewczyna.- Tak w ogóle to Alicja jestem...
- Tella...- odparła szybko.- I przyszłam z chłopakiem, ale zniknął mi gdzieś w tłumie - dodała.
- Oczywiście - kiwnęła głową Ala.


Louis czuł, że zaraz głos mu siądzie od tej ciągłej modlitwy. Siedzieli tu całą mszę, jakiś różaniec, apel jasnogórski... Poczuł wibracje w kieszeni. Sięgnął do niej ręką i zobaczył numer Zayna. Zerwał się ze swojego miejsca, przez co wystraszył Liama i przyłożył telefon do ucha.
- Zayn?
- Cześć Louis. Dzwonię powiedzieć, że wszystko jest okej. Żyję, Antonio też, gang rozbity, a my jesteśmy już w domu i zaraz idziemy spać...- usłyszał.
- Dzięki Bogu - wydusił z siebie i poczuł, że do oczu zaczynają mu napływać łzy, tym razem szczęścia.
- Nie będę się rozgadywać, okej stary? Jestem zmęczony, spać mi się chce. Pogadamy jutro, dobrze?- spytał.
- Jasne, jasne. Cieszę się, że wszystko w porządku - kamień spadł mu z serca.
Wyraz twarzy Payne'a również się zmienił. Wyglądał na spokojnego. 
- Dobranoc Louis...
- Dobranoc Zayn.


Przypuszczenia Piotrka się nie sprawdziły i po zakończeniu rozmowy z Alicją do Telly podeszła starsza kobieta Miała jasnobrązowe oczy i jadowite zielone oczy. Wyglądała jak swego rodzaju strzyga, tylko że zamiast ptasich szponów miała długie paznokcie...
- Więc to ty jesteś dziewczyną mojego syna?- rzuciła, jakby od niechcenia.
Może oczy miała jadowite, ale głos przesiąkł jadem tak bardzo, że Tella zastanowiła się przez chwilę, która z nich jest czarownicą.
- Tak, miło mi panią poznać... Tella Johnson - wyciągnęła do niej rękę, a ona z wyraźnym znudzeniem ją uścisnęła.
- Powiedz mi coś o sobie. Fella - mruknęła.
- Tella...- szepnęła dziewczyna.
- Co?
- Mam na imię Tella.
- Jak sobie chcesz. To powiedz coś. Ile masz lat? Gdzie pracujesz? No mów...
- Mam dwadzieścia lat... Pracuję jako kelnerka w jednej z nowojorskich restauracji...- odpowiedziała.
Kobieta tylko coś mruknęła.
- Nie myślałam, że mój syn polubi jakąś dziewczynę, która obsługuje innych, bo przecież to nie miłość, skoro poleciałaś na jego pieniądze. A kelnerka to chyba trzecie miejsce w klasyfikacji najgorszych zawodów - prychnęła.- A powiedz mi, co robią twoi rodzice?
To był cios w serce. Oczywiście nie mogła za to winić pani Beaty Nowak. Skąd mogła wiedzieć. Chociaż uwagę na temat jej pracy mogła pominąć... Do tego... Zarzuciła jej to czego bała się najbardziej. Czuła, że ta kobieta jej nienawidzi i zastanawiała się jak ktoś tak cudowny jak Piotrek mógł być jej synem...
- Chyba, że są na jakimiś sprzątaczami albo żyją na zasiłku to wtedy... Ugh... jak można upaść tak nisko...- dodała.
Telly spuściła wzrok i odruchowo spojrzała na miejsce gdzie znajdował się jej rodzinny tatuaż.
- Więc?- rzuciła ostro Beata, a Johnson aż się wzdrygnęła.- Odpowiesz mi, czy mam wysłać jakiś list z błaganiem o odpowiedź?
- Moi rodzice...- zaczęła, ale się zacięła.
- Są na zasiłku? Wiedziałam!
- Nie żyją...- dokończyła.
- O! Jeszcze lepiej!- prychnęła pani Nowak.
Tella poczuła jak jej wrażliwe serce pęka na miliony kawałków. Przed oczami przeleciała jej scena wypadku. To, że to była jej wina. Krew w każdym miejscu. Otwarte, ale puste oczy brata i rodziców... Łzy cisnęły jej się do oczu, ale starała się wytrzymać. 
Zauważyły, że za matką jej chłopaka pojawił się mężczyzna. Średniego wzrostu, miał brązowe włosy i znajome niebieskie oczy... Wyglądał dużo przyjaźniej niż jego małżonka.
- Żono moja... Czy mogłabyś zostawić w spokoju naszą przyszłą synową?- zwrócił się do niej.
- Naszą przyszłą synową?- prychnęła.- Ty chyba nie myślisz, że...- zaczęła.
- Beata - uciął.- Powiedziałem, żebyś ją zostawiła w spokoju.
Kobieta mruknęła coś niezadowolona, ale posłuchała męża i odeszła.
- Przepraszam za nią... Naprawdę nie chciałem, żeby to się tak potoczyło...- powiedział.
Ona tylko kiwnęła mu głową. Nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Za dużo myśli... Ojciec Piotrka cały czas do niej mówił, a dwudziestolatka tylko starała się odtrącić obrazy wypadku sprzed oczu... Chciała stamtąd wyjść. Zauważyła drzwi na taras...
- Ja... Um. Przepraszam - przerwała mu w połowie i po protu szybko ruszyła w stronę wyjścia.
Jedna myśl w jej głowie aż krzyczała... Właśnie straciłaś chłopaka.


Zayn i Antonio zmęczeni weszli do pokoju. Byli już po rozmowach z ważnymi osobami czy Patricią, Louisem i Tellą. Nie mieli siły na kolację, chcieli tylko spać. Spojrzeli na łóżko stojące między jedną, a drugą ścianą... Typowe dla jednej osoby...(Jakby ktoś się pytał, ponieważ Zayn ma w tym pokoju szafę i jak to możliwe? Szafa jest w ścianie, you know).
- Będę... Spać na kanapie - oznajmił Tonio.
- Na kanapie śpi już mama, a Edan śpi z Zaah...- powiedział Malik.
Hiszpan spojrzał na niego, a potem na wersalkę.
- Podłoga wydaje się być wygodna...- westchnął.
- Nie no, nie będziesz spał na podłodze, szczególnie, że to kamień człowieku - prychnął Turek.
- To co sugerujesz?- zapytał starszy.
- Masz narzeczoną?
- Mam. 
- Nie jesteś gejem?
- Nie.
- To wolisz spać od strony ściany czy kamieni?- spytał Zen.
- Ściany... Jeśli łaska.
- Spoko stary, idę po koc... I może jakąś poduszkę.(To zdjęcie tylko pokazuje pokój w jakiejś części, łóżko nie jest pościelone).
Chłopak opuścił pomieszczenie, a po chwili wrócił z dwoma kocami i poduszkami. Podał magowi jego przydział i sam położył się na łóżku, twarzą do ściany. Poczuł jak materac się ugina. Tonio położył się obok, najdalej jak mógł z ryjem zwróconym w stronę tą samą co Malik, czyli do ściany.
- Dobranoc...- rzucił mulat.
- Dobranoc...- powiedział.- Zayn?- rzucił jeszcze.
- No?
- Ale łapy przy sobie.
- Spoko stary nie jestem gejem...- oznajmił.
Zamknęli oczy, a po chwili w małym pomieszczeniu słychać było tylko ciche pochrapywanie, obu byłych gangsterów.


Po nieprzyjemnej sytuacji z panią Nowak, Piotrek znalazł Tellę na tarasie... Dziewczyna i tak była załamana... Udało mu się ją chwilowo pocieszyć tym, że powiedział jej, że jest cudowna, że ją kocha, że zdanie rodziców ma gdzieś i że chce, żeby za kilka lat była jego żoną i matką ich dzieci. Teraz jechali na lotnisko, bo wiedział, że dziewczyna nie chce zostać w tym mieście dłużej...

W samolocie cisza między nimi była straszna. Tella chciała ją przerwać kilka razy, ale za każdym się wycofywała. Unikała jego wzroku. Po kilkunastominutowej walce w końcu na niego spojrzała. Siedział naprzeciwko niej, a jego oczy zmieniły kolor na pomarańczowy i wyglądały jak dwa rozżarzone węgielki. 
- W ciągu jednego tygodnia wkurwiłam już dwóch magów...- szepnęła.- Można mi pogratulować...
- Słucham?- spytał zdziwiony.- Kogo niby?
- Antonia i ciebie...
- Nie jestem zły na ciebie... Jestem wściekły na swoją matkę.
Nic nie odpowiedziała. Ze smutkiem popatrzyła mu w oczy...
- Tells... Byłem gotów zrezygnować z milionów, z firm, sławy i bogactwa, tylko i wyłącznie dla ciebie. Nie mógłbym być na ciebie zły...- powiedział.  
- Jesteś kochany...- odparła cicho.- Ale pewnie masz już dość ciągłego pocieszania mnie, co? Chyba ta osłona twardej dziewczyny tak chwilowo zniknęła...
- Masz prawo być smutna...- złapał ją za rękę.- Ale chcę zrobić wszystko, żeby się uśmiechała, tak? Wszystko jest okej...- nachylił się i ją pocałował.
Ona tylko kiwnęła głową, gdy się odsunął. Nawet lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy. Jednak wiedziała, że nie będzie spokojna na 100% dopóki nie spojrzy w jego cudowne niebieskie oczy, ale póki co... Pomarańczowe musiały jej wystarczyć.


***********************************

Wieeeeeem, długo czekaliście, ale jest! W KOŃCU!
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał xx
OCZYWIŚCIE WPADAMY DO KVALENAU: http://s-c-s-a-specjalni.blogspot.com/
KOMENTUJCIE!
Love ya! Bookie G xx

sobota, 20 lutego 2016

Chapter 62

Pierwszy raz w historii bloga. Pojawi się NAPRAWDĘ ZBOCZONY rozdział(może być też wulgarny w niektórych momentach, wszyscy dziękujemy Zaynowi XD) Więc uprzedzam z góry xx Love ya!

Promienie wpadające przez okno do pokoju zadziałały lepiej niż budzik, który leżał na szafce i już od kilku minut grał jakąś wkurzającą melodyjkę. Louis machnął ręką i wyłączył wkurzające urządzenie. Przewrócił się na drugi bok, a jego oczom ukazała się twarz śpiącej dziewczyny. W głowie pojawiło mu się wszystko co działo się w nocy. Jak na dziewczynę, która nigdy tego nie robiła... Była świetna. Uśmiechnął się i wstał z łóżka. Podszedł do walizki i wyciągnął z niej jakieś ubrania. Usłyszał jakieś syknięcie. Odwrócił sie w stronę Astrid.
- Dzień dobry - wyszczerzył się.
- Boże mój tyłek - jęknęła.
- Wystarczy Louis - odpowiedział biorąc z walizki czyste bokserki.
Dziewczyna zgromiła go swoim spojrzeniem.
- Zaraz wracam - powiedział i zniknął w łazience.
Spojrzał na swoją twarz w lustrze. Musiał się ogolić, bo zaczynał wyglądać już jak stary dziad...


Zayn usiadł na łóżku i przejechał dłońmi po twarzy. Na dworze słyszał piękny "śpiew" latających szczurów zwanych mewami. Za oknem widział morze. Na niebie nie było ani jednej chmurki i było bardzo jasno. Pogoda idealna na zwiedzanie. Szkoda, że dziś lecisz do Turcji. Przeleciało mu przez głowę. Usłyszał jakieś stuknięcie. Spojrzał w stronę małego aneksu kuchennego, który znajdował się w rogu. Zobaczył Jamesa, który wyciągał po coś rękę.
- Może ci pomóc?- spytał widząc, że blondyn ewidentnie nie sięga po paczkę herbaty.
- Nie?- usłyszał w odpowiedzi.
- To ci pomogę...- wstał z łóżka, ale w tamtym momencie herbata po prostu wpadła w ręce Maga.
- Mówiłem, że nie potrzebuję pomocy - posłał mu swoje przerażające spojrzenie.
Chłopak poczuł w środku dziwne uczucie. Skręcało go na samą myśl o przerażających białych oczach Irlandczyka. Teraz wiedział, czemu praktycznie zawsze chodził w okularach. On naprawdę był przerażający.
- Dzięki - prychnął o'Curry, wstawiając wodę.
Malik uniósł brwi, ale po chwili przypomniał sobie, że słyszy jego myśli... Przez głowę przemknęło mu jedno. Żeby Irlandczyk przywrócił mu wspomnienia z czwartego lipca, ale szybko tą myśl porzucił i zabrał kosmetyczkę, bokserki i ręcznik do łazienki. Jednak to stawało się coraz głośniejsze.


Liama i Harrego obudził telefon Niemca. Anglik mruknął coś pod nosem i przekręcił się na drugą stronę. Payne sięgnął po urządzenie. Przekonany, że to budzik chciał nacisnąć przycisk "drzemka", jednak tego przycisku nigdzie nie zauważył. Zmęczony spojrzał na wyświetlacz. Numer nie był zapisany w kontaktach. Patrzył na rząd cyferek i zastanawiał się czy odebrać. W końcu przejechał palcem po ekranie, jednocześnie zaczynając rozmowę.
- Liam Payne słucham?- rzucił po niemiecku, głosem ze słyszalną poranną chrypką.
- Hej Li... Z tej strony Ines, pamiętasz mnie jeszcze?- odezwał się głos z drugiej strony.
Chłopak zmarszczył brwi. Ines? Ines... Przecież on nie znał żadnej Ines! A nie... Zaraz.
- Feld...- szepnął przypominając sobie tą dziewczynę o długich brązowych włosach, niebieskich oczach i idealnych rysach twarzy.
- Przeszkadzam ci?- słyszał w jej głosie troskę, jak zawsze.
- Nie... Skąd - pokręcił przecząco głową, chociaż i tak wiedział, że tego nie widzi.
Harry patrzył na niego zaspanym wzrokiem. Nie rozumiał nic z tego co mówił.
- Coś się stało? Dawno nie dzwoniłaś...- powiedział w końcu.
- Wiem... Jakoś tak wiesz. Czasu nie było. Studia, praca, studia, praca i jeszcze rodzina...- westchnęła.- Ale dzwonię, bo się stęskniłam.
Uśmiechnął się mimowolnie. Z Ines zaprzyjaźnił się na wakacjach, kiedy mieli po sześć lat. Potem utrzymywali kontakt... Do czasu. Pewnego dnia po prostu im się urwał. Przestali rozmawiać, pisać... Zastanawiał się czemu dziewczyna teraz do niego dzwoniła i skąd w ogóle miała jego obecny numer.
Chociaż w sumie... No tak. Podał numer na Skype i był dostępny dla znajomych....
- Naprawdę?- powiedział w końcu.
- Tak no... Dawno się nie widzieliśmy. Kontakt się nam urwał - zaśmiał się pod nosem, jakby czytała mu w myślach.
- Faktycznie. Kiedy to ostatnio? Jak mieliśmy piętnaście lat?- spytał.
- Piękne czasy - rzuciła.- W każdym razie... Jestem teraz w Berlinie... Może chciałbyś się spotkać?
- Ines... Ja... Chciałbym cholernie, ale... Aktualnie jestem w Gdańsku, a potem wracam do Nowego Jorku - posmutniał, chciał się z nią zobaczyć, ale niestety.
- Mieszkasz w Nowym Jorku?- spytała, ukryła swoje rozczarowanie tym jakże oczywistym pytaniem.
- Mieszkam - odparł.
- Oh... No to ja... Może nie będę ci przeszkadzać.
- Ale ty mi broń Boże nie przeszkadzasz!- aż zerwał się z łóżka.
Nie chciał kończyć tej rozmowy. Bał się, że jak to zrobi to znowu przez sześć lat zapomną o swoim istnieniu.
Zapanowała cisza.
- Liam?- usłyszał.
- Tak?
- Naprawdę chciałabym cię zobaczyć i przytulić. Jestem zła, że przez tyle lat się nie odzywałam...
- Też jestem na siebie za to zły...- westchnął.
- Kiedy wrócisz do Niemiec?- spytała.
- W czerwcu 2015...
- W takim razie będę czekać...- powiedziała.
-Chyba że....- zaczął.
- Hmm?
- Wpadnij do Nowego Jorku.


- Dzieciaki?- z pięknego snu wyrwał ją głos babci.
Otworzyła oczy, akurat kiedy dziadek odsłonił roletę i światło słoneczne praktycznie przyjebało jej prosto w twarz.
- Ugh...- jęknęła wtulając się w Nowaka, żeby uchronić się od wypalenia oczu.
- Wstajemy wstajemyyyy... Szkoda takiego dniaaa - usłyszała Stefana.
- Dziadku daj spać.
- Trzeba było tyle nie chlać - pokręcił głową.
- Ja prawie nic nie wypiłam!- burknęła w podkoszulek swojego chłopaka.
- Dobra dzieci. Wstawajcie - powiedziała babcia.
- Która godzinaaa?- jęknęła Telly.
- Jedynasta pięćdziesiąt - odparł dziadek.
- Jeśli chcecie wziąć prysznic to musicie się streszczać, bo jak się okazuje od 12:30 nie będzie ciepłej wody - babcia usiadła przy stole i włączyła telewizor.
Tells przekręciła się na plecy. Popatrzyła na Piotrka. Włosy opadały mu na czoło. Wyglądał... Uroczo. Uśmiechał się przez sen. Zastanawiała się co mu się śni... Nie miała serca go budzić. Nagle poczuła, że w łóżku zrobiło się mokro i zimno.
- DZIADKU!- wydarła się, kiedy dotarło do niej co się stało.
Mężczyzna stał obok nich i śmiał się z wylania na parę całej miednicy zimnej wody z kostkami lodu. Piotrek z krzykiem zerwał się z wersalki... Chociaż nie. Zaczął się szamotać jak szczupak wyciągnięty z wody i zawinął się w kołdrę. To były sekundy. Spadł z kanapy i pociągnął za sobą Telly.
- Dzień dobry Piotrek - zaśmiał się dziadzio, który nadal był zadowolony ze swojego świetnego żartu.
- Dzień dobry panie dziadku...- rzucił Polak spod skosmaconej kołdry.- Hej skarbie - dodał widząc Telly.
- Cześć mój mały pijaku - mruknęła wstając.


Zayn i Tonio szli powoli korytarzem... Wracali od Cat i Luke'a i kierowali się do pokoju Malika, żeby ten mógł się spakować... James przywrócił mu pamięć. Przywrócił mu wszystkie te złe rzeczy które zrobił. Musiał przeprosić... Cat i Luke'a już przeprosił, ale byli jeszcze inni... Nie chciał o tym myśleć. Dowiedział się jak fatalny był tamten dzień i przypomniał sobie jakim był idiotą. Musiał przestać, bo te wszystkie myśli bombardowały mu mózg.
- Myślisz, że już skończyli?- spytał Zayn, przerywając ciszę i uwalniając się od natłoku wizji tego co było.
- A kto ich tam wie - wzruszył ramionami Hiszpan.- Lepiej idź się spakować, jak szybko się z tym uporasz to Victor będzie tak łaskawy i nas podrzuci.
- Nie chcę wbić kumplowi do pokoju podczas seksu!- wykrzyknął Turek.
- Mówiłem o pakowaniu...- starszy dziwnie na niego spojrzał.
- A jak mogę się spakować nie wbijając tam, skoro pokój dzielę z Louisem?- prychnął chłopak.
- Oh... Fakt...
Dotarli pod drzwi. Zatrzymali się i patrzyli się to na siebie, to na drewnianą płytę.
- No zapukaj - Antonio spojrzał na Zayna.
- Ja?!- mulat pokazał na siebie dłońmi.- Nie ma opcji! Ty to zrób.
Mężczyzna pokręcił głową i zapukał. Usłyszeli kroki, ktoś przekręcił klucz w zamku. Zobaczyli Louisa, a w tle Astrid, która czytała gazetę .
- Nie przeszkadzamy?- spytał Zen.
- Skąd!- machnął ręką Tomlinson.- Wchodźcie - wpuścił ich do pokoju.
- Cześć Astrid - powiedział Malik, kierując się do swojej walizki.
Chciał mieć to już z głowy. Chciał zapomnieć... Chciał z tym skończyć.
- Na serio jedziecie?- spytał Louis, widząc jak jego przyjaciel wkłada ciuchy do walizki.
- Na to wygląda - mruknął Zayn.
- I co ja będę sam samotny robiiiiił?- młodszy Hiszpan strzelił miną zbitego psa, która rozbawiła wszystkich siedzących w pokoju.
- Przestań udawać chomika - rzucił Zayn, a Lou uniósł brwi.- Poza tym masz Liama, Harrego i Nialla.
- No aleeeeeeee
- Ile to nam zajmie Antonio?- Zayn odwrócił się do faceta, który bawił się kulką ognia, siedząc na krześle przy biurku.- Dwa dni? Trzy.
- Jak dobrze pójdzie to jeden wieczór - wzruszył ramionami.
Zapanowała cisza. Mężczyzna spojrzał na pozostałych. Astrid jak czytała, tak czytała. Louis szczerzył sie jak głupi do sera, a Zayn wyglądał jakby zaraz miał zemdleć dostać zawału, skakać z radości i pod pociąg...
- CO KURWA?!- wydusił w końcu.
- O! To już jutro wrócisz?- ucieszył się Tomlinson.
- Pewności nie ma -rzucił Tonio zgodnie z prawdą.
- CO KURWAAAAAAAAA?!- wydarł się Zayn.
Nie uśmiechała mu się wizja śmierci, a tak zrozumiał słowa Monteaguiero.
- Mógłbyś tyle nie klnąć?- fuknął Mag.
- Nie no tego to kurwa we mnie nie zmienisz - Turek pokręcił przecząco głową.
- Przynajmniej kurwa próbowałem...- westchnął.
- ANTONIO?!- wykrzyknęła Astrid.
- Cooooooookurwa... Złe stare nawyki wracają - przejechał dłonią po twarzy.
- W ciągu 10 sekund powiedziałeś dwa razy kurwa - Malik spojrzał na niego z ziemi.
- Kurwa. WIEM!- warknął Tonio.
- TO TY TAK UMIESZ?!- oczy Louisa wyglądały tak jakby zaraz miały sobie zrobić wycieczkę poza oczodoły.
- Zapomniałeś wczorajszą rozmowę?- rzucił po hiszpańsku starszy.
- Jaką kurwa rozmowę?- Louis nie przeszedł na ojczysty język i cały czas gadał po angielsku.
- No ja pierdolę - mężczyzna wymierzył sobie faceplam'a, po chwili jednak złożył dłoń w kształt pistoletu i pokazał ją Lou.
- O kurwaaaaaaa...- przeciągnął młodszy z Hiszpanów, kiedy zrzumiał o co chodzi.
- No kurwa - uciął Zayn.
- CHŁOPAKI KURWAAA - Antonio spojrzał na młodszych kolegów.
Zapanowała cisza. Astrid aktualnie przechodziła ciężki szok. Żadko słyszała, żeby ktoś przeklinał, a teraz jeszcze robiła to osoba, która zawsze wszystkich upominała.
- Pakuj się - rzucił już spokojnie Tonio i włączył TV.
- Kiedy konar nie chce zapłonąć... Musisz użyć od...- na jedym angielskim kanale oczywiście musiała lecieć TA reklama.
Louis spojrzał na Astrid i zabawnie poruszył brwiami, Antonio starał się przełączyć, ale oczywiście baterie w pilocie musiały rozładować się... Teraz. Zayn tylko śmiał się pod nosem. Najstarszy osobnik w pokoju podszedł do telewizora i przełączył na jakąś stację muzyczną. I jeśli wtedy było źle. To dźwięki piosenki Fuck You All The Time, które walnęły tak jak Czarnobyl w '86 roku, tylko pogorszyły sytuację.
- Zayn. Pakuj się - Antonio spojrzał na Turka, który płakał ze śmiechu na ziemi.
- A co ja kurwa robię?- spojrzał na niego po chwili.
- I nie klnij tyle - dodał Hiszpan.
- A pierdol sięęęę - prychnął.
- Kurwa no nie - pokręcił głową.
- Tonio?- Louis popatrzył na niego.
- No po prostu, kurwa no nie!
- Antonio?- Astrid trochę się zaniepokoiła.
- BOŻE CZY TY TO WIDZISZ?!- czarnowłosy wyrzucił ręce w górę.
- Ale co się stało?- rzucił nie ogarniający nic jak zwykle Loui.
- No patrz jak on te ubrania składa nooooo - jęknął, pokazując na Malika, który wrzucał koszulki do walizki, zwinięte jak jakieś szmatki.
- Jedziesz tam w delegację czy, żeby rozbić gang do cholery?- fuknął mulat.
- Czekaj... CO?!- wykrzyknęła Astrid, która zignorowała ciekawy artykuł w gazecie na rzecz rozmowy między dwoma Hiszpanami i Turkiem.
- No będzie wyglądał jak idiota!- rzucił Antonio, pokazując rękami na zawartość walizki chłopaka.
- Nie o tym mówię - dziewczyna pokręciła przecząco głową.
Znowu zapanowała cisza. Faceci patrzyli sie na siebie z minami wyraźnie mówiącymi: We have fucked up.
- Cooooooooo się właściwie stało?!- dziewczyna wstała z fotela, jednak po chwili zrozumiała jak bardzo złym pomysłem to było.- Oooooookurwa - szepnęła.
- Wybacz - spojrzał na nią Lou.
Dziewczyna usiadła z lekkim grymasem.
- Niezła noc była widzę...- zaśmiał się Zen.
- Ughhhhhhhhhhh - jęknęła As.
- Malik spakujesz się w końcu czy mam ci kur... Ekhem. Czy mam ci pomóc?- wyrzucił z siebie Antonio.
Chłopak pokręcił tylko głową i wrzucił do walizki jeszcze kilka rzeczy. 
- Prosz. Gotowe - uciął.
- Będziesz wyglądał jak idiotaaa - jęknął jego klon.
- Shhhhhhhhhhh!
- Chodźmy na śniadanie - wtrącił się Louis.
- Człowieku. Ja ledwo stoję, a co dopiero chodzenie!- wykrzyknęła Astrid.
- Nieźle musiało być - kiwnął głową Zayn, wstając z klęczek.
Louis tylko wyszczerzył się do Szwedki, a ona pokręciła głową.
- Właśnie Astrid... Chciałem cię przeprosić - zaczął Zayn, otrzepując kolana.- Za czwartego lipca - spojrzał na nią.
- Ummm... Przeprosiny przyjęte - uśmiechnęła się lekko.
Chłopak poczuł ulgę. Tyle osób już mu wybaczyło. Będzie chyba im dozgonnie wdzięczny...
- Mordo - odwrócił się do Louisa, który cicho przeklinając poprawiał sobie włosy.
- No co jest stary?- spytał.
- Ciebie też przepraszam - popatrzył na tego debila, który strzelił mało inteligentną miną.
- Za co ty mnie kurwa przepraszasz?- rzucił.
- Za początek projektu... Za to, że wiesz... No miły nie byłem - spuścił głowę.
- Zayn ty stary kurwiu. Jesteś moim kumplem. Może nie zaczęło się kolorowo, ale nie mam ci nic za złe... Zresztą sam myślałem, że jesteś zjadaczem kocich kebabów...- wzruszył ramionami.
- No dzięki - zaśmiał się Malik.
- A skoro już o żarciu. Głodny jestem. Idziemy jeść!- Hiszpan zatarł ręce i w podskokach opuścił pokój.
- Ten to przynajmniej może chodzić...- mruknęła Astrid, a dwaj identyczni mężczyźni się na nią spojrzeli.- No co?- spojrzała w górę.
- Niiic - pokręcił głową Antonio uśmiechający się pod nosem.
- Ugh!- jęknęła i ruszyła kaczym chodem do wyjścia.- ANI SŁOWA!- popatrzyła na nich z mordem w oczach. 
- Spoko - kiwnął głową Zen.
Poczekali aż dziewczyna zniknie i obaj zaczęli się śmiać jak idioci.
- Męski humor?- Jasmine wyszła z pokoju na przeciwko, a Niall pojawił się za nią.
- Możliwe - uciął Zayn i znowu zaczął się śmiać.


- Boże. Skarbie, ale mnie boli dupa - rzucił Chris, który leżał na łóżku.
Brian tylko poruszył zabawnie brwiami i przesłał mu całusa.
- Dzieeeeń dobry!- do pokoju wpadli Aaron, a zaraz za nim Victor.
- Cześć chłopaki - kiwnął im głową Bri.
- Cześć idioto - Chris spojrzał na kuzyna.- Cześć Vic - dodał już z mniejszym uśmiechem, ale bez jakiejś wrogości.
Co jak co, ale Brian w nocy pokazał mu, że go kocha. Uśmiechnął się na same wspomnienie. Podniósł się z lekkim trudem do pozycji siedzącej.
- Idziemy na śniadanie?- zapytał Arnie.
- Chętnie - rzucił McKinnley.
- Jak uda mi się wstać - mruknął Christian.
- Słyszeliśmy, że mieliście ciekawą noc - zaśmiał się Davis.
- Mocno?- Beatles spojrzał na agenta.
- Biorąc pod uwagę, że pokój mamy na drugim końcu tego mającego dokładnie 60 metrów korytarza i was słyszeliśmy, to tak. Mocno - kiwnął głową agent.


Aria pewnym krokiem weszła do jednej z agencji towarzyskich w Nowym Jorku. Spojrzała na wystrój. Był trochę kiczowaty, ale czego mogła się spodziewać po takim miejscu.
- Mogę w czymś pomóc?- spojrzała na nią kobieta siedząca w recepcji.
- Tak. Mianowicie chciałabym tu pracować - rzuciła spoglądając na nią znad swoich paznokci.
Recepcjonistka coś mruknęła, ale podała jej jakiś formularz.
- Jak już to pani wypełni. Do końca tego korytarza i w lewo. Szef tam siedzi. Tylko radzę zapukać i poczekać na zaproszenie.Tam już pani ustali z nim co i jak - powiedziała i wróciła do wypełniania jakichś papierów.
Liars tylko wzruszyła ramionami i usiadła przy jakimś stoliku. Wypełniała wszystko cierpliwie, co jakiś czas przechodzili obok niej jacyś faceci z dziewczynami, które ubrane były w skąpe stroje. Kiedy skończyła wstała i ruszyła w stronę wskazanego wcześniej gabinetu. Zapukała, ale nie usłyszała odpowiedzi. Miała czekać, więc zaczęła patrzeć na zdjęcia wiszące na korytarzu. Jej wzrok przykuł jakiś chłopak tańczący na scenie przed kilkunastoma dziewczynami. Uniosła brwi. Widocznie ta agencja była dla wszystkich... Jednak coś nie dawało jej spokoju. Spojrzała na podpis Policeman. Mruknęła coś pod nosem i oglądała zdjęcia dalej. Zauważyła mini galerię ze zdjęciami "pracowników miesiąca". Przyglądała się fotografiom. Zaciekawił ją pracownik miesiąca, którego zdjęcie wisiało w styczniu, lutym, marcu i kwietniu. Zmarszczyła brwi. Gdzieś już go widziała. Spojrzała na podpis:

Brian McKinnley
"Policeman"

Wyciągnęła telefon z kieszeni z chytrym uśmiechem. Kogo jak kogo, ale jego to się tu nie spodziewała. Zrobiła trzy fotki, na wszelki wypadek i w chwili gdy chowała telefon drzwi do biura się otworzyły. Teraz miała na niego haka.


Tella spojrzała na zegarek. 11:58. Zerknęła na Piotrka, który sprawdzał na telefonie prognozę pogodny. On nie wiedział, że niedługo wyłączą wodę, a była przekonana, że wolałby się umyć przed wyjazdem do rodziców.
- Słońceee - podeszła do niego trochę niepewnie.
- Tak?- odłożył telefon i na nią spojrzał.
Nie wyglądał źle, biorąc pod uwagę ilość wlanego w siebie wczoraj alkoholu.
- Nie owijając w bawełnę, mówiąc wprost...- podeszła do niego.
- Słucham?- przechylił głowę i czekał na to co chciała mu powiedzieć.
- O 12:30 wyłączą ciepłą wodę, a i ty i ja musimy się umyć...- spuściła wzrok, ale po chwili spojrzała na jego twarz.
Zobaczyła zdziwienie, a po chwili zmarszczył brwi i nad czymś myślał.
- Więc?- spytał.
- Więc no... Jesteśmy razem, prawda?
- Oczywiście - cały czas patrzył na nią z kanapy.
Teraz przypominała mu trochę dziecko, które zrobiło coś źle... Stała ze spuszczoną głową i bawiła się palcami. Wypuściła głośno powietrze z płuc i spojrzała na niego już nie jako niewinna osoba, ale jego Tella. Pewna siebie, uparta i nieugięta.
- Zostało nam 30 minut. Więc może. Wzięlibyśmy prysznic razem?- spojrzała mu prosto w oczy.
Chłopaka zamurowało... Zapanowała cisza. Przerywana tylko dialogami prezenterów w TV i brzdękiem naczyń w kuchni.
- Piotrek?- pomachała mu dłonią przed twarzą.
- Eeee...........okej...- wydusił w końcu.
Dziewczyna uśmiechnęła się i podeszła do walizki. Wyciągnęła z niej jakieś ubranie.
- Idziesz słońce?- odwróciła się do chłopaka, który cały czas siedział w spodenkach i podkoszulku na łóżku.
- Taaak... Idęęęę...- podniósł się powoli.
Miała dziwne wrażenie, że ten pomysł w ogóle mu się nie podoba...
Weszła do łazienki i położyła ubrania na pralce. Wzięła swoją kosmetyczkę i wyjęła z niej szampon i żel pod prysznic, po czym wstawiła kosmetyki do dość sporej kabiny prysznicowej.
Chłopak wszedł do toalety i zamknął drzwi na klucz. Tells uśmiechnęła się do niego i jak to miała w zwyczaju włączyła bezprzewodowy głośnik, po chwili pomieszczenie wypełniły dźwięki piosenki Luxtorpedy - MAMBAŁAGA. Piotrek spojrzał na nią wielkimi oczami.
- Słuchasz Luxtorpedy?
- Oczywiście - powiedziała, tak jakby oznajmiła mu, że dwa plus dwa to cztery.
- Z każdą chwilą jesteś coraz większym ideałem - uśmiechnął się do niej.
Szatynka stanęła na palcach i pocałowała go w policzek. Po czym zdjęła spodenki do spania i została przed nim w samej bieliźnie. Chwyciła jeszcze szczotkę i rozczesała włosy, bo po nocy zamiast normalnej fryzury miała jakieś gniazdo. Piotrek również zdjął spodnie i został w podkoszulku i bokserkach. Telly podciągnęła stanik, a po chwili została bez górnej części bielizny. Jeśli Piotrek był wcześniej czerwony... To teraz musiał wyglądać jak jakaś hybryda pomidora z burakiem.
- Słońce mamy mało czasu - popatrzyła na niego odkładając "piżamę".- Nie chcę się kąpać w zimnej wodzie - zaśmiała się i rozebrała się już do końca.
Przeszła obok niego i weszła pod prysznic. Nowak jednak cały czas stał nie wiedząc co robić.
- Ogarniesz się i tu wejdziesz czy mam ci kochanie pomóc się rozebrać?
Niebieskooki powoli zdjął koszulkę i stanął obok niej. Dziewczyna uśmiechnęła się i już chciała coś powiedzieć, ale...
- O CHOLERA TY MASZ TATUAŻ.
- O CHOLERA JA MAM TATUAŻ!
Odgarnęła włosy z twarzy i podeszła do niego bliżej. Przejechała dłonią po wzorze.
- Wow... Kiedy go zrobiłeś?- spytała.
- A kiedy przyjechałem do Nowego Jorku?- popatrzył na nią.
- Zen ci go robił?- zrobiła wielkie oczy.
- Innej osobie, pokuć bym się nie dał...
- Przecież na żebrach strasznie boli...
- Wiesz... Z jednej strony to jest trochę dla ciebie. Słyszałem, że lubisz tatuaże - uśmiechnął się lekko.
- Uwielbiam...- szepnęła cały czas przyglądając się słońcu, które zajmowało mu pół żeber.
Podniosła wzrok, a chłopak patrzył jej w oczy. Dziewczyna zaśmiała się pod nosem i pokręciła głową.
- Stoję przed tobą nago, a ty patrzysz mi w oczy?- uniosła brwi.
- Masz bardzo ładne oczy - powiedział zgodnie z prawdą.
Uśmiechnęła się...
- Mogę cię o coś spytać?- również spojrzała mu w te radosne i szczęśliwe niebieskie oczy.
- Słucham?
- Dlaczego bierzesz prysznic w bokserkach?
Znowu go zamurowało... No a było tak uroczo...
- Mieliśmy być szczerzy - odchrząknął zerkając na nią.
Patrzyła na niego z troską. Bała się. Nie wiedziała  czego, ale się bała... Że ją zostawi? Powie, że jej nie chce? Że jest brzydka? Niepotrzebna?
- I szczerości oczekuję...- szepnęła.
- Obiecaj, że nie będziesz się śmiać - znowu był cały czerwony.
- Nie będę.
- Wstydzę się, okej?
Dziewczyna spojrzała na niego swoim charakterystycznym wzrokiem.
- Słońce... Mnie się wstydzisz?
W odpowiedzi tylko kiwnął jej głową. 
- Nie widziałeś nigdy dziewczyny nago?
Tym razem pokręcił głową. Trochę ją to zdziwiło.
- Zdjęcia?
- Nie...
- Film?
- Nope...
- Oh... W takim razie jestem zaszczycona - uśmiechnęła się szeroko.- Zrobię ci terapię szokową... Tylko musisz się zgodzić...
- Tera... Słucham?- spojrzał na nią marszcząc brwi.
Dziewczyna tylko odkręciła wodę i pociągnęła go bardziej pod  lecącą wodę.
- Terapia szokowa... Niewinni chłopcy są uroczy, ale... Chyba już czas, co?- spytała.- Oczywiście ja cię do niczego nie zmuszam. Sam musisz chcieć.
- Telly... Ja... Nie chcę, żebyś robiła coś czego możesz potem...No...
- Słońce. I tak praktycznie nie pytając cię o zgodę wrzuciłam pod prysznic, rozebrałam się nie pytając czy w ogóle podoba ci się taki plan... Więc ja niczego żałować nie będę. Tylko powiedz czy chcesz...
Zapanowała cisza, przerywana tylko wodą, która leciała na nich z góry.
- Ja...- popatrzył jej w oczy.
Była gotowa na każdą odpowiedź. Przygotowała się nawet na wyzwanie od nimfomanki... W sumie, gdyby ktoś tak na to spojrzał to... Możnaby było tak o niej powiedzieć.
- ...chyba już czas..- powtórzył jej słowa.
 Polka uśmiechnęła się szeroko.
- To zaczynamy od gaci skarbie. Raczej dużo miejsca tam nie masz... A z tego co się orientuję nie będą ci teraz potrzebne.
Niepewnie złapał swoje bokserki. Powoli zaczął je zsuwać na dół. Dziewczyna przygryzła dolną wargę i lustrowała go swoim wzrokiem. Zatrzymał się w pewnym momencie i na nią spojrzał.
- Przejdziemy przez to razem - zaśmiała się i czekała na jego dalsze ruchy.
- Raz się żyje...- szepnął i jego bielizna wylądowała gdzieś obok.
- O... Mój... Boże.
Popatrzył na nią niepewnie.
- Nie przypuszczałam, że chowasz w spodniach taką maszynę, okej?- podniosła wzrok.
Chłopak znowu się zarumienił. Chwyciła go za ręce i przysunęła do siebie. Wzięła jego dłonie i położyła sobie na biuście.
W pierwszej chwili chciał je zabrać, ale mu na to nie pozwoliła. Złapała z nim kontakt wzrokowy.
- Czy jakbym nie chciała, żebyś je dotykał to sama położyłabym ci na nich dłonie?
Nie odpowiedział, po prostu niepewnie wykonał kilka ruchów dłonią.
- Widzisz? Dobrze ci idzie - pocałowała go, a on lekko się uśmiechnął.
Nie zachowywał się jak typowy facet. Każdy inny niewiele pewno zastanawiałby się gdyby zobaczył cycki. To z pewnej strony była męska natura. Zjechała pocałunkami niżej, na szyję na której zostawiła mu malinkę. Chłopak mruknął cicho, a ona tylko się uśmiechnęła.
Odsunęła się trochę od niego i odrzuciła swoje włosy do tyłu, żeby jej nie przeszkadzały.
- Tella...- zaczął, kiedy poczuł jej rękę... tam.
Spojrzała w górę. Na początku wodził wzrokiem po kabinie, ale po chwili w końcu ich spojrzenia się spotkały.
- Ja nie....chcę....cię do niczego zmuszać...
- Do niczego mnie nie zmuszasz słońce - uśmiechnęła się kolejny raz, klękając przed nim.
Trzymała rękę na jego "przyjecielu" i cały czas patrzyła na niego.
- Mogę?- spytała w końcu.
Kiwnął głową wypuszczając powietrze z płuc.
- Jakby co... Łazienka jest dźwiękoszczelna - dodała.
- O co ci chooooOOOOKURWA...


Siedzieli wspólnie przy stole i jedli śniadanie. Rozmowy jakoś się nie kleiły... Zayn i Antonio wiedzieli, że czeka ich dzisiaj prawdziwa walka. Jednak siedzieli cicho. Na przeciwko siedziało czterech agentów i policjant, jedno słowo za dużo i mogliby już nie zobaczyć świata poza więzieniem... Zen spojrzał na kumpla, który akurat w tym momencie ziewnął.
- Co McKinnley? Balowało się w nocy?- rzucił Harry.
- Możliwe...- odparł chłopak.- Niewyspałem się...- mruknął.
- Najlepiej to by było spać dwa miesiące co?- spojrzał na niego James.
- Może nie dwa...- pokręcił głową Bri.
- Masz rację. Półtora - odparł Irlandczyk z tak wyraźnym akcentem, że oprócz Nialla i Jas nikt go nie zrozumiał.


- OKURWA - jęknął Nowak, odchylając głowę do tyłu.
Poczuł, że to już koniec. Dziewczyna bez obrzydzenia połknęła to co z niego "eksplodowało", po czym podniosła się i spojrzała mu w oczy. W tym momencie po prostu wiedział, że wygląda jak burak. Tella uśmiechnęła się i schyliła po żel pod prysznic. On opierał się o ścianę i jeszcze starał jakoś ogarnąć.
- Po twoim zachowaniu wnioskuję, że ci się podobało - zaśmiała się,
W odpowiedzi usłyszała tylko śmiech połączony z prychnięciem i głośnym wydechem. Uniosła brew i zaczęła się śmiać. Stanęła pod strumieniem wody i spłukała z siebie pianę. Poczuła jego ręce na swoich biodrach. Odwróciła się do niego. Pocałowała go w policzek, a palcem pstryknęła go w nos zostawiając na nim resztki piany. Chłopak uśmiechnął się i sięgnął po swój szampon.
- Wiesz cooo?- odwróciła się do niego przodem, kiedy mył włosy.
- Hm?- spojrzał na nią z góry.
- Kochaaam cię - wyszczerzyła się i mocno do niego przytuliła.
- Ja ciebie też - odwzajemnił gest i pocałował ją w czubek głowy.


KILKA GODZIN PÓŹNIEJ


Zayn z jednej strony czuł się pewnie będąc w Istambule, a z drugiej chciał spieprzać stamtąd jak najdalej tylko mógł. Wyszli właśnie do hali przylotów. Rozejrzeli się, w tłumie nie dostrzegli nikogo kogo by znali. Nic dziwnego, przecież nikt na nich nie czekał.
- Skoczę tylko do kantoru wymienić pieniądze - poinformował go Antonio.
- Stój. Nigdzie nie idziesz - rzucił Zen.
- Umm. Czemu?- Hiszpan spojrzał na chłopaka zdezorientowany jego zachowaniem.
- Człowieku. To Turcja. Tu ludzie rządzą innymi zasadami i tu... Na razie ty słuchasz się mnie - mruknął.- Poza tym na lotniskach strasznie kradną - oznajmił mu i wyszedł.
Mężczyzna wzruszył ramionami i poszedł za nim. Malik wyciągnął papierosy i od razu zapalił jednego.
- To... Gdzie się zatrzymamy?- zapytał Monteaguiero.
- U mojej mamy - Zen wypuścił dym z ust i ruszył na przystanek autobusowy, który był niedaleko.
- Masz na bilet?- rzucił Tonio, kiedy zauważył jak tamten patrzy na rozkład jazdy.
- Po co bilet? Już mówiłem. Tu rządzimy się innymi prawami - wywrócił oczami Turek.
- Macie darmową komunikację miejską?- starszy zmarszczył brwi.
- Tak i podają nam w środku kawkę i ciasteczko - prychnął Zayn.- Czekaj. Wybacz to było chamskie, ale ten cały region po prostu źle mi się kojarzy - westchnął i wyrzucił papierosa do kratki ściekowej.
- Czyli... Nie macie darmowej komunikacji, a ty chcesz jechać bez bile... DIOS MIO. Czy ty chcesz, żebyśmy jechali na gapę?!- wykrzyknął.
- Głośniej jeszcze cię kurwa w Chinach nie słyszeli... UGH. Kurwa. Wybacz.
Zapanowała cisza. Zen wyjął kolejnego papierosa.
- Mamy jeszcze dziesięć minut. Nie proponuję ci kawy, bo tu wybulisz za 250ml jakieś 30 Euro. Nie wiem czy jest sens - powiedział, próbując zapalić.- No cholera - warknął, kiedy zorientował się, że nie ma gazu w zapalniczce.
Antonio pokręcił głową i pstryknął palcami, a papieros sam się zapalił.
- Dziękuję - rzucił Zen.
- Spoko...


- Dostałaś się?- zapytała Veronic, która siedziała na kanapie w salonie.
- Dostałam - uśmiechnęła Aria i rzuciła torebkę gdzieś w kąt.- Będę tańczyć - dodała.
Ruszyła do kuchni, żeby wziąć coś do jedzenia.
- Kiedy wrócą ci twoi współlokatorzy?- rzuciła Ver wstając.
- Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że nie prędko - fuknęła Liars.
- Wiesz chętnie poznam tą dziwkę i zniszczę jej życie -oznajmiła jej przyjaciółka.
Ari uśmiechnęła się szyderczo. W dłoni trzymała nóż i ogółem wyglądała teraz jak psychopatka.
- Nie bój się. Jak tylko wróci. Wcielimy nasz plan w życie - zaśmiała się.


Zayn i Antonio stanęli przed jednymi z wielu drzwi w bloku. Niby nic niezwykłego. Normalny kawałek drewna z numerkiem.
- Masz zamiar zapukać?- z zamyślenia wyrwał Zayna głos Antonia.
- Po co pukać?- rzucił i po prostu otworzył drzwi.
W środku wszystko było tak jak pamiętał. W tle słyszał telewizor z jak zwykle angielskim programem, słyszał śmiech i dźwięki, które utwierdzały go w tym, że ktoś krząta się po kuchni. W hallu w którym stali pachniało ciastem i... domem. Jak mógł to tak zepsuć? Chociać w sumie. Nie on to zepsuł. Całe życie rozjebał mu ojciec. Gdyby tylko wiedział gdzie teraz jest. Zabiłby tego sukinsyna za całe zło jakie wyrządził. Nie mówił nic. Po prostu stał i przypominał sobie wszystkie chwile... Nie było ich zbyt wiele, ale były. To był jego dom. Czuł tą niesamowitą i jedyną w swoim rodzaju atmosferę i rodzinne ciepło. Usłyszeli kroki. Do hallu wpadła mała dziewczynka. Zatrzymała się i zrobiła wielkie oczy. Zayn uważnie się jej przyjrzał. Przecież jak je zostawiał była taka malutka.... Miała rok, może dwa lata.
- MAMO?! W HALLU JEST DWÓCH ZAYNÓW!- krzyknęła, a Malika aż coś ścisnęło, pamiętała.- Jeden nosi koszulę?- dodała po jakiejś chwili.
- Zaah, wiem, że tęsknisz za Zaynem słoneczko... - usłyszał głos matki i kroki..
Te słowa trafiły prosto w jego serce.
- ...ale... O matko - zatrzymała się widząc go.
- Ten to Zayn - Tonio odsunął się na bok, żeby nie przeszkadzać.
- ZAAAAAAAYN!- wykrzyknęła dziewczynka i rzuciła się na brata.
Chłopak wziął ją na ręce i mocno  przytulił. Jak mógł jej zrobić taką krzywdę. Jak mógł ją zostawić. Przecież to było małe dziecko. Ale pamiętała o nim. Cały czas. Wstrzymywał łzy, ale z każdą sekundą czuł, że zaraz nie wytrzyma.
- Zayn, Matko Święta, słońce moje!- kobieta wyglądała tak jakby miała się popłakać, czuła się jakby jej syn wrócił z wojny w Iraku.
Do hallu weszła jeszcze jedna dziewczyna.
- Zayn?- spojrzała na niego.
Przyjrzał się jej. Kiedy wyjeżdżał była kilkuletnią dziewczynką. Teraz miała piętnaście lat i była młodą kobietą.
- Hej Eddie - uśmiechnął się.
- Oczekujesz, że po tym wszystkim rzucę ci się na szyję?- prychnęła.
- Nie wiem... Zmieniłem się mała - popatrzył na nią smutny i odstawił Zaah na ziemię.
- Ojciec też tak mówił i odszedł. Też masz zamiar znowu zniknąć?
- Edan...- do rozmowy wtrąciła się matka.
- Nie wierzę mu, mama. Niech o tym wie!- warknęła.- A twój kolega to?
- Antonio Monteaguiero. Miło mi - odparł spokojnie.
- Kolejnego gangstera przyprowadziłeś? Mamy już dość kłopotów.
- EDAN!- krzyknęła Afraah.
- Nie jestem gangsterem...- powiedział Tonio.
- Już nie. Ludzie się zmieniają, Edan - oznajmił Zayn.
- Jasne...
- Naprawdą...
- Nie no oczywiście!- ucięła rozmowę.- Wychodzę z Xavierem. Jak już sobie pójdziesz to wrócę - prychnęła.
- Nie radzę wychodzić dziś do miasta - powiedział Antonio.
- Mam gdzieś twoje rady.
- Edan - Zayn złapał ją za ramiona.- Wiem, że zachowałem się jak debil, ale chciałem was chronić. Cały czas chcę. Odszedłem, bo byłem niebezpieczny.
- A teraz się pojawiłeś - prychnęła.- Jesteś mniej niebezpieczny, czy po prostu zacząłeś mieć nas jeszcze bardziej w dupie?
- Eddie. Wróciłem, bo was kocham.
- KOCHASZ NAS?! FAJNY ŻART! ZNIKNĄŁEŚ BEZ SŁOWA. WIESZ ILE NOCY NIE PRZESPAŁAM, BO SIEDZIAŁAM W OKNIE I CZEKAŁAM AŻ WRÓCISZ?- podniosła głos, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy.- Czekałam na ciebie, a ciebie nie było. Ja już nie mam nadziei Zayn. Ludzie się nie zmieniają.
- Nie chciałem cię zranić. Tak strasznie przepraszam - w głosie słychać było to cholerne poczucie winy.
- Mam to w dupie - powiedziała i po prostu wyszła.
W hallu zapadła cisza. Zayn schował twarz w dłoniach. Nie będzie płakać. Nie przy matce, Zaah i Antonio. Może potem wyjdzie gdzieś sam i da upust emocjom. Poczuł, że ktoś ciągnie go za rękaw.
- A ja wierzyłam, że wrócisz Zayn - powiedziała mała, patrząc na niego wielkimi brązowymi oczami.- Kocham cię - przytuliła go najmocniej jak mogła.
- Ja naprawdę się zmieniłem mamo...- rzucił, głaszcząc Zaah po głowie.- Przepraszam za wszystko. Byłem okropny. Jestem okropny...
- Słońce. Może czasem sprawiałeś problemy i przykrości... Ale kocham cię, bo jesteś moim synkien. Wierzę ci, skarbie... I nie jesteś okropny. Okropny to był twój ojciec i wszystkie złe rzeczy, które cię spotkały są moją winą, bo nie mogłam cie przed nimi uchronić.
Zayn popatrzył na kobietę smutnym wzrokiem, a ona tylko mocno go przytuliła.
- Chodźcie, zrobiłam ciasto...- powiedziała.- Antonio wejdź do środka.


Louis siedział sam w pokoju. Usłyszał swój telefon. Spojrzał na wyświetlacz. Zayn. Odebrał szybko.
- Cześć stary - uśmiechnął się sam do siebie.
- Louis. Chciałem ci powiedzieć kilka rzeczy. Musisz wiedzieć, że to może być nasza ostatnia rozmowa...- usłyszał.
- Słucham?- nie wierzył w jego słowa, nie chciał wierzyć.
- Zaraz idziemy zrobić to. Po co przyjechaliśmy - słyszał jak strasznie drży mu głos.
- Zayn będzie okej. Przeżyjecie. Wierzę w to.
- Stary. Jakbym umarł. To wszystkie pierdolone rzeczy, które są u mnie i należą do mnie przepisuję tobie i Telly...
- Zen. Nie odwalaj mi tu testamentu. Dacie radę!- Lou starał się być twardy, ale miał wrażenie, że zaraz się popłacze.
- Louis. To naprawdę niebezpieczne. Chcę tylko, żebyś wiedział, że jesteś moim przyjacielem. Dziękuję ci za wszystko.
- Będę się o ciebie modlić Zayn. Zadzwoń jak skończycie - powiedział.
- Obiecuję. Zadzwonię - kiwnął głową Malik, chociaż wiedział, że Tomlinson tego nie widzi.
Rozłączył się. Hiszpan wstał z łóżka i wyszedł z pokoju. Miał wrażenie, że zaraz zacznie płakać. Ledwo zamknął drzwi na klucz. Obraz cholernie mu się rozmazywał. Odwrócił się i na kogoś wpadł.
- Tomlinson? Coś się stało? Ktoś umarł?- usłyszał.
- Nie umarł, ale może - oznajmił.
- Louis?- Liam widocznie się zaniepokoił.
- Zayn... On. Mówiąc szybko za chwilę będzie próbował rozbić gang - wydusił z siebie.
Payne popatrzył na niego z góry.
- A ty gdzie idziesz?
- Do kościoła, Payne. Nie wiem jak ty, ale to mój przyjaciel i mam zamiar się o niego kurwa modlić. Nawet jeśli będę musiał to robić do usranej szóstej rano.
Szatyn ruszył w stronę windy. Usłyszał za sobą kroki.
- Idę z tobą - oznajmił mu Niemiec.
W tej chwili sam nie wiedział kim dla niego jest Turek. Czy przyjacielem, czy wrogiem. Zmienił się. Bardzo... Chyba nawet go polubił...
Louis nie powiedział nic. Po prostu wyszedł. Podszedł szybkim krokiem do recepcji. Akurat siedział tam pan Rysiu.
- Gdzie jest najbliższy kościół?- spytał łamiącym się głosem.
Mężczyzna podniósł głową. Zmierzył dwóch mężczyzn. Szybko wytłumaczył im drogę. Ruszyli szybko we wskazanym kierunku.

Dotarli do kościoła. Szybko weszli do środka. Był pusty... Louis usiadł w jednej z ławek blisko ołtarza. Liam dosiadł się do niego. Hiszpan złożył ręce do modlitwy i zaczął odmawiać Zdrowaś Maryjo w swoim języku. Payne dołączył do niego, modląc się po niemiecku...


Zayn otworzył szafę w swoim starym pokoju. Wcześniej rozmawiał z mamą o tym po co przyjechali. Powiedział jej wszystko. Co się z nim działo, co ma zamiar zrobić. Potem zadzwonił do Louisa i do Telly. Musieli wiedzieć, że może nie wrócić. Bał się, ale wiedział, że jak razem z Antonio rozbiją ten gang. Wszyscy będą bezpieczni.
- Jak duża jest szansa, że zginiemy?- spytał szukając tank topu.
- Po 50% - odpowiedział.- Albo umrzemy, albo przeżyjemy.
- Nie pocieszasz...
- Jakbym mógł to bym cię pocieszył. Mogę cię tylko zmotywować tym, że masz mamę, siostry i przyjaciół, którzy na ciebie czekają...- odpowiedział.

Telly klęczała przed krzyżem w domu i kończyła z Piotrkiem odmawiać różaniec... Nie pamiętała kiedy ostatnio się modliła. Ale chciała zrobić wszystko, żeby Zaynowi i Antonio nic się nie stało.
- Myślisz, że to pomoże?- spytała.
- Na pewno - chłopak objął ją ramieniem.
- Nie chcę, żeby coś im się stało - szepnęła.
- Bóg ma ich w swojej opiece, a my słońce... Musimy już lecieć - popatrzył na nią.
- Dobrze. Chodźmy...

- Gotowy?- spytał Zayn, kiedy zauważył, że Antonio wiąże chustę na twarzy.
- Już bardziej nie będę... A ty?
- Zróbmy to. Im szybciej tym le...- nie dokończył, bo do pokoju weszła Zaah.
- Zaaayn? Przeczytasz mi baj.... Czemu jesteście ubrani tak jak ty kilka lat temu cały czas?- zapytała ze strachem.- Zayni, znowu nas zostawiasz?!
- Jutro wrócę Zaah...
- Obiecujesz?
- Obiecuję księżniczko...


Louis kolejny raz zaczął odmawiać jedną z litanii. Nie wiedział nawet, że zna tyle modlitw. Nie wiedział, która to... Cholernie bał się o Zayna. To był przecież jego przyjaciel... Słyszał jak Liam powtarza jakąś modlitwę cały czas...

- Idziemy?- spytał Malik, wyrywając Antonia z zamyślenia.
- Chodźmy.


*******************************************

Dzień dobry!
Kolega u mnie siedzi, a ja jestem w piżamach, a mam zaraz wyjść i musze się ogarnąć XD
Przepraszam, że tak długo, ale miałyśmy z Kvalenau ferie i nie napisałyśmy nic. Swoje zrobił też brak weny.
O to rozdział!
Wbijajcie tu >>> http://s-c-s-a-specjalni.blogspot.com/ Żeby poznać szczegóły niektórych rozmów i inne sytuacje!
KOMENTUJCIE!

LOVE YA! BOOKIE G xx